Co
porabiałeś, odkąd widzieliśmy się po raz ostatni, kilka lat temu?
Wydarzyło się tak wiele! Dałem
dziesiątki koncertów. Nagrałem kilka płyt. Wiele też zmieniło
się w moim życiu prywatnym. W ubiegłym foku rozstałem się z Niną
(drugą żoną - przyp. ww). I niebawem, najpóźniej w końcu roku,
opuszczam wyspę Man. Nie zdecydowałem jeszcze, dokąd się wyniosę.
Prawdopodobnie do Włoch, bo moja obecna dziewczyna jest Włoszką,
mieszka w Mediolanie. Tymczasem ruszam w kolejną trasę, która,
jak wiesz, w czerwcu obejmie też Polskę. Po raz pierwszy zagram
dla polskiej publiczności z zespołem, a więc zaprezentuję moje
najbardziej znane kompozycje w wersjach, jakie słuchacze lubią
najbardziej. Będą oczywiście fragmenty "Sześciu żon Henryka
VIII", będzie muzyka z obu części "Podróży do wnętrza
Ziemi", będzie coś z "Mitów i legend o Królu Arturze",
będzie trochę nowszych rzeczy. Zagramy też jeden utwór Yes - "Starship
Trooper". Cieszę się, że udało mi się
pozyskać do udziału w tej trasie mojego syna Adama. Bardzo rzadko
mamy sposobność występować razem - Adam jest ogromnie zajęty.
Natomiast granie z nim to dla mnie ogromna frajda, nie
tytko zresztą ze względów artystycznych. Adam jest moim synem,
ale też wielkim przyjacielem.
Niedawno na rynek trafiło DVD "The Legend
- Rick Wakeman Live in Concert 2000". Jak sądzisz, czy daje
wyobrażenie o twoich koncertach w tej chwili?
Dorobiłem się już kilku DVD. ale żadne nie jest reprezentatywne
i tak naprawdę nie daje wyobrażenia o moich koncertach, zwłaszcza
tych z zespołem. Lada dzień powinno się ukazać DVD dokumentujące
moje ubiegłoroczne występy z grupą w Ameryce Południowej. Tylko
ten tytuł polecam. Innych nie kupuj, nie warto.
Wspomniałeś, że masz w programie koncertów utwory
z obu części "Podróży do wnętrza Ziemi" - z płyt "Journey
To The Centre Of The Earth" z 1974 roku i "Return To
The Centre Of The Earth" z 1999. Jak narodził się pomysł
nagrania swoistej kontynuacji pierwszej z nich?
Myślałem o tym od dawna. W ciągu tego ćwierćwiecza ogromnie zmieniła
się technologia, zmieniły się instrumenty. Byłem ciekaw konfrontacji
muzyki, która ma źródło w innej epoce, z zupełnie nowa technologią.
Długo me mogłem znaleźć firmy płytowej, która odniosłaby się do
tego pomysłu z odpowiednim zaangażowaniem, ale w końcu się udało.
Stworzenie tej muzyki zabrało mi mnóstwo czasu, blisko rok, ale
wynik jest źródłem wielkiej satysfakcji. Gdy po raz pierwszy,
na próbach, usłyszałem orkiestrę grająca fragmenty "Return
To The Centre Of The Earth", gdy po raz pierwszy usłyszałem
Ozzy'ego Osbourne'a śpiewającego mój utwór - to były wzruszające
chwile. Niedawno, po kilkumiesięcznej przerwie, znowu wysłuchałem
całości, i powiem ci że nie zmieniłbym na tej płycie ani jednego
dźwięku. Jestem z niej naprawdę zadowolony.
Grasz na żywo utwory z płyty "Heritage Suite"
- zainspirowane przez piękno wyspy Man. Co przed laty sprawiło,
że zdecydowałeś się tam zamieszkać?
Wiesz, wiele osób uważa, że przeniosłem się na wyspę Man. ponieważ
jej mieszkańcy płacą niższe podatki. Ale to nieprawda. Gdybym
był jakimś krezusem, miałoby to pewnie jakieś znaczenie. Jako
muzyk nie zarabiam jednak aż tyle, bym musiał przejmować się wysokością
podatków. Chciałem uciec od zgiełku wielkiego miasta, uważałem,
że w spokojnej wiejskiej atmosferze łatwiej ml będzie komponować.
Ale wiesz, kilka ostatnich miesięcy spędziłem z dziewczyną w Mediolanie
i znowu odkryłem dla siebie uroki życia w wielkim mieście. Dlatego
chyba znowu zamieszkam w mieście - w Mediolanie, a może gdzie
indziej.
Wykonujesz na koncertach jeden, dwa utwory Yes.
Ciągle wracasz do muzyki tego zespołu Dlaczego po raz kolejny
z niego odszedłeś?
Nadal jesteśmy przyjaciółmi. Ale wiesz... Gdy poprzednio byłem
w Yes. w okresie "Union", zespól był naprawdę w świetnej
formie. Graliśmy wtedy niesamowite koncerty. To była wielka frajda.
Natomiast następne spotkanie z Yes w 1995 roku, nie było już tak
ekscytujące, wszyscy oczywiście nadal grali bardzo dobrze, wszyscy
naprawdę się starali, a jednak tamten Yes nie wytrzymywał porównania
z tym z czasu "Union". Natomiast ja mam już taką naturę,
że zawsze chce czegoś więcej niż poprzednim razem. I moim zdaniem
Yes w połowie lat dziewięćdziesiątych poszedł nie w tym kierunku,
w którym powinien. I pewnie wina rozkłada się po równo na wszystkich
- także na mnie. Poza tym wiesz, trudno było mi pogodzić granie
w Yes z różnymi indywidualnymi zobowiązaniami. Dlatego zdecydowałem
się odejść. Czasem sobie myślę, że uroczo byłoby znowu zagrać
z Yes pojechać z zespołem w kilkutygodniową trasę, zrobić z nim
coś w studiu. Ale tak naprawdę nie jest to możliwe. Bo jeśli grasz
w zespole, musisz mu być całkowicie oddany. Zresztą Yes radzi
sobie beze mnie - ma Igora Khorosheva. Szczerze mówiąc, gdy po
raz pierwszy usłyszałem go z płyty, myślałem, że to że, nie mogłem
sobie tylko przypomnieć, kiedy to nagrałem (śmiech). To dobry
muzyk. Nie widziałem go na żywo, ale znam z płyt i kaset wideo.
rozmawiał: Wiesław Weiss "TYLKO ROCK" nr 5/2001