|
 |
Znamy
go przede wszystkim jako muzyka kilku kolejnych wcieleń zespołu
Yes. A także solistę, który ma w dorobku kilkadziesiąt albumów,
jak słynne The Six Wives Of Henry VIII czy Journey To The Centre
Of The Earth. Mniej nagłośniona część jego twórczości to muzyka
religijna. Właśnie ona była punktem wyjścia do naszej rozmowy.
- Nagrałeś wiele płyt z muzyka,
religijną, jak Gospels, In The Beginning, Prayers czy The New Gospel.
Jakie znaczenie mają w twoim dorobku?
- To osobny, istotny rozdział w mojej twórczości. Jestem głęboko
wierzącym chrześcijaninem, i wiara odgrywa bardzo ważną rolę w moim
życiu. Dlatego chciałem wyrazić to, co czuję, także w muzyce, którą
tworzę. Ale, jak powiedziałem, to odrębna część moich działań artystycznych.
Podczas zwykłych koncertów, podczas tras z zespołem, nie wykonuję
kompozycji o charakterze religijnym. Rzadko zresztą sięgam po nie
podczas występów. Czasem zdarza mi się grać koncerty muzyki religijnej
w katedrach na terenie Anglii. Ale to zupełnie inna bajka niż moja
zwykła kariera.
- Czy koncerty w katedrach są dla ciebie przeżyciem religijnym
czy tylko artystycznym?
- Nie ulega wątpliwości, że w obiektach kultu religijnego panuje
szczególna, natchniona atmosfera, jakiej nie ma w budowlach świeckich,
l każdy pobyt w katedrze, w świątyni, jest doświadczeniem duchowym,
religijnym, inspirującym. To oczywiste.
- W swojej autobiografii napisateś: Ludzie pytają mnie od lat,
który ze swoich utworów uważam za najlepszy. Odkąd stworzyłem "The
Cross", znam odpowiedź...
- Szczerze mówiąc, dziś już tak nie uważam i żałuję, że napisałem
te zdania (śmiech). Wiesz, właśnie wtedy ukończyłem "The Cross",
a tak to już bywa, że ostatnia kompozycja wydaje się człowiekowi
tym czymś szczególnym. Oczywiście "The Cross" to wyjątkowy
utwór i także dziś wyróżniłbym go na tle innych moich dziel religijnych.
Ale w całym dorobku mam sporo kompozycji, które znaczą dla mnie
wiele różnych rzeczy... Rzeczywiście, napisałem, że
" The Cross" to mój najlepszy utwór, ale dziś chętnie
bym to zdanie wymazał (śmiech).
- Wiem, że twój dziadek byt kapłanem, a ojciec diakonem w Kościele
baptystów. Czy ty sam jako dziecko nie myślałeś o tym, by poświęcić
życie Bogu?
- Nie! Mam silną wiarę. Ale Bóg dat mi niezwykły dar - talent muzyczny.
l właśnie muzyka stała się moim życiem, moją radością. A poza tym,
wiesz, chociaż wierzę, jestem takim grzesznikiem, że nie sądzę,
bym nadawał się na sługę bożego (śmiech).
- Swoją książkę zakończyłeś modlitwą żołnierza armii konfederatów,
która zaczyna się od stów: Nie dostałem nic, z rzeczy, o które prosiłem,
ale wszystko, na co miałem nadzieję... Rozumiem, że podpisujesz
się pod tymi słowami...
- O tak. Wiesz, niedawno znowu się rozwiodłem, l znalazłem się na
ulicy właściwie bez niczego. Dosłownie. Wiesz, w Anglii facet, który
rozstaje się z żoną, traci wszystko. Przyjaciel zabrał mnie wtedy
na kawę. l aby mnie pocieszyć, bo jak możesz sobie wyobrazić, bytem
zdruzgotany, zapytał: "Czy pamiętasz, co napisałeś na samym końcu
swojej książki?". Przypomniał mi tę modlitwę, l powiedział:
"Pomyśl. Pieniądze można zyskać i stracić. To samo z samochodem,
z każdym innym przedmiotem. Mogą ci zabrać dom, w którym mieszkałeś.
Ale jest coś, czego nikt ci nie może zabrać. Twoja muzyka. Twój
talent do tworzenia muzyki". Miał oczywiście rację. Muzyka.
O tym tylko zawsze marzyłem - o muzyce, która jest czymś wspaniałym.
Dlatego słowa tej modlitwy są mi tak bliskie...
rozmawiał: Wiesław Weiss "TYLKO ROCK" nr 3/2002
|
| |
| |